środa, 3 marca 2010

Ogród i płytki




Dla tych, którzy czekają na moje działania w ogrodzie mam krótkie info: w tym roku na pewno nie będę tam nic szczególnego robić. Dlaczego? Otóż mój ogród to ok. 10m kw podmokłego terenu. To coś wygląda mniej więcej tak:




Ze względu na posiadania - już niedługo - trójki dzieci, wszystko przeznaczam na rekreację. Zero roślin ozdobnych, chyba, że w pojemnikach pod ścianą. Oprócz rozrywki, ogród służy jako suszarnia prania i miejsce na kosze na śmieci. Zatem sami rozumiecie, wiele nie podziałam.

Poza tym w tym roku chcę zobaczyć, jak sprawuje się tutejsze podłoże. Jak na razie nie wróży dobrze, bo po lekkim deszczu toniemy po kostki w błocie przez minimum 2 dni. Czeka mnie więc stabilizacja podłoża. Spróbuję z trawą. 
Póki co, po wygrabieniu zeszłorocznych chwastów i śmieci, tony petów, gwoździ i drutów, teren wygląda tak: 



Żywię ogromną nadzieję, że trawa zechce tu rosnąć, choć jak na razie nie ma najmniejszego jej śladu - nawet tej, co się sama wysiewa, jak chwast.



A poniżej dzisiejszy, niespodziewany zakup:




Jak widać: trzy kolory i cztery różne wielkości, z których znajomy będzie układał nam podłogi w pralni i dwóch łazienkach.
 


Choć nieco z zaskoczenia, to jestem zadowolona ogromnie. Płytki są świetnej jakości; wszystkie wzięte z końcówek i wystawek od faceta, który nimi handluje. Dzięki temu zapłaciłam chyba ćwierć tego, co są warte. 
Irlandczyk próbował namówić mnie na marmur(taki prawdziwy), bo też została mu końcówka. I też pasowałby mi do łazienek, ale w marmur nie inwestuję, bo jak na razie, nie przewidujemy pozostania w tym domu do końca życia. 

Po dzisiejszym dniu samochód jest w środku dokładnie uświniony błotem, liśćmi, trawą i nie wiem czym jeszcze. Ale co tam bałagan:)) Grunt, że niedługo będą podłogi tam, gdzie nie śniło mi się, że będą w najbliższym czasie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz