piątek, 26 marca 2010

Kolejna wizyta i kolejny skan...




...zaliczony dzisiejszego ranka. No, może nie ranka, ale całkiem wcześnie. Już o 9 byłam zarejestrowana i czekałam na pielęgniarkę. Tutaj taki system(przynajmniej w naszym szpitalu), że najpierw pielęgniarka mierzy ciśnienie, sprawdza próbki moczu, waży, itp. Wszystko wpisuje do karty, a potem lekarz tylko przejrzy wyniki i robi skan. Nie ma badań wewnętrznych!!! 
Dziś, po raz pierwszy w historii moich ciąż, widziałam się z irlandzkim lekarzem(w szpitalu - mam na myśli). Do tej pory zawsze był to ktoś z Indii, Nigerii, Libii, Tajlandii, itp. Nie, żebym miała coś przeciw, bo są tak samo dobrymi specjalistami, jak reszta. To tylko pokazuje, jak duży odsetek obcokrajowców pracuje w szpitalach.

Wróćmy jednak do malucha. Nadal ułożony prawidłowo - głowa w dół. Dziś jednak lekarz powiedział, że wielkość dziecka jest w  normie, a nawet, że może urodzić się mniejsze, niż moje pozostałe. Na pewniaka stwierdził, że to dziewczynka - pokazał mi nawet - wiecie co:)) - choć ja tam za wiele dopatrzeć się nie mogłam. 
Potem pobrali mi krew, żeby zbadać poziom przeciwciał(uroki bycia Rh-, kiedy mąż jest na +) i to wszystko.

Mają nadzieję widzieć mnie za 3 tygodnie. Zobaczymy, bo znajome Irlandki pod szkołą obstawiają, ile wytrzymam:)Wróżą mi do 2 tygodni... może...

I jeszcze jedno - od ponad miesiąca szaleję za rzodkiewkami! Jeżdżę specjalnie po nie do sklepu - nawet wieczorem potrafię wsiąść do samochodu tylko po to, żeby je kupić. Dziennie zjadam 2-3 paczki po 200gram. Dzień bez rzodkiewek jest nie do przeżycia. Dziś w sklepie zabrałam ostatnie 4 opakowania, a dwa dni temu kupiłam 6. Nie wiem dlaczego, ale w tej ciąży mam ochotę na takie rzeczy: w occie i coś pikantnego. 
Na tej podstawie wszyscy oczywiście wróżą, że to będzie w takim razie chłopak, bo tak inaczej się czuję i mam tak różne potrzeby, niż poprzednio. Wychodzi jednak, że wróżby się nie sprawdzą - nie pierwszy raz zresztą, bo począwszy od pierwszej ciąży miałam za każdym razem mieć chłopca(brak plam na twarzy, brak krostek, przebarwień - to niby takie symptomy oczekiwania chłopaka; poza tym brzuch spiczasty czy okrągły, nie pamiętam, bo ja w takie rzeczy nie wierzę) 

Ponieważ jednak wszystko jeszcze może się zdarzyć... czekamy do porodu. Artura szanse na posiadania syna spadły do absolutnego minimum, ale jakoś się nie przejął. Z uśmiechem mówi, że od teraz dziewczyny bawić się będą robotami, mieczami i zaczną oglądać "Gwiezdne wojny", bo on przebierania lalek ma dość.


Mamy już imiona - dla chłopaka oczywiście od początku mieliśmy(od pierwszej ciąży miał być Marcin, no ale cóż... wygląda na to, że jednak nie będzie). Dla dziewczynki też w końcu znaleźliśmy, a było trudno: ładne, polskie, a jednocześnie łatwe dla Irlandczyków. Nareszcie mamy. Jeśli przyjdzie na świat dziewczynka, będzie to Izabela.



Miłego weekendu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz