piątek, 12 lutego 2010

Poszłam na wizytę




W końcu trafiłam do pielęgniarki. Wizytę mam za sobą. I co z tego? Czy jest mi lepiej? Nie. Czuję wściekłość!

Trzecie dziecko i trzecie pieprzone ułożenie pośladkowe.

Liczę na to, że dziecko zmieni decyzję i przekręci się głową w dół. Nie chcę mieć cesarki. Miałam jedną i nie chcę mieć drugiej. I to nawet nie o to biega, że jakoś źle dochodziłam do siebie. Nie. Ale nikt mi nie wmówi, że jest się tak samo sprawnemu, jak po porodzie naturalnym, po którym wstałam i poszłam na swoją salę. Po którym mogłam pójść i wziąć prysznic, zająć się normalnie dzieckiem, a nie być uzależnioną od innych.

Reasumując - wizyta dała mi teraz porcję stresu, który mnie nie opuści aż do momentu zapadnięcia jakiejkolwiek decyzji. Dlatego nie lubię w czasie ciąży chodzić na badania. Żeby było fajniej, za tydzień będę mieć spotkanie w szpitalu, potem za dwa pielęgniarka znowu chce mnie widzieć, itd., itd. Poezja! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz