czwartek, 11 lutego 2010

Popołudniowa wycieczka




Odebrałam Małgosię ze szkoły i ze względu na piękne słońce, wybrałam się z dziećmi do parku w Emo. Wzięłyśmy ze sobą chleb, żeby karmić kaczki i łabędzie, bo to dla dziewczyn jest wciąż niesamowitą atrakcją. 
Ponieważ jest środek tygodnia, w parku było mało ludzi - można powiedzieć, śladowe ilości. Ptactwo wygłodzone, całe zleciało się do nas.  





Ze starymi łabędziami przypłynęły młode.









Stałam nad jeziorem do ostatniego okruszka. Na koniec przyleciały gołębie, kosy i rudziki. Radości było co niemiara! Na szczęście dla mnie, chleb się skończył:))



Potem poszłyśmy już do samochodu, bo pomimo słońca, było dość zimno. Nie na darmo mamy po - 5 stopni w nocy. W dzień też odczuwa się to ochłodzenie, które napływa do nas od strony Wielkiej Brytanii.


W drodze powrotnej natknęłyśmy się na kwiaty:







Kwitną głównie przebiśniegi, które pokrywają bielą całe połacie. 



Znalazł się też ciemiernik - Helleborus.


Drzewa wciąż są gołe i tylko te iglaste odcinają się zielenią od szarego tła:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz