piątek, 15 stycznia 2010

Z nowego domu




Witam Was po dość długiej przerwie. Powoli będę wracać z pisaniem, zdjęciami, może nawet robótkami, jeśli tylko mój domowy bałagan na to pozwoli. A bałagan wciąż u nas króluje i jest OGROMNY! Snu z powiek jednak mi to nie spędza, bo wiem, że powoli to ogarnę. Na razie pudła i pudełka stoją wszędzie, ale cieszę się, że mam podłogi, łóżka i stół z krzesłami. Teraz czeka nas poszukiwanie szaf - tu podobają mi się rozwiązania ikeowskie.
Mieszkając w Irlandii przyzwyczaiłam się do "obsługi" szaf bez półek, bo takie tu głównie funkcjonują. To znaczy mają półki - jedną lub dwie - w okolicach sufitu. Zawsze przeznaczałam je na rzeczy mało używane. Reszta ubrań wisiała. Stąd jakiś milion wieszaków, które plączą się teraz w pudełkach. Z rozwiązań skandynawskich chcę wziąć "sprytne" wieszaczki na paski i inne pierdułki oraz koszyczki na drobne rzeczy - wiadomo, skarpetek raczej wieszać nie będę:)

Urlop, święta... Było miło, inaczej, bardziej gwarnie i niespokojnie, niż zazwyczaj u nas w domu. Spotkaliśmy się tylko z najbliższą rodziną, bo nigdzie nie jeździliśmy. Zwyczajnie, nie chciało mi się wsiadać do samochodu i podróżować. 
Po powrocie do Irlandii zaczęliśmy właściwy odpoczynek:) Opadł stres, emocje, w końcu mogłam się wyspać w swoim łóżku. Dzieci się wyciszyły.
Irlandia zaskoczyła nas pogodą. Wróciliśmy z zaśnieżonej i mroźnej Polski do prawie tak samo mroźnej Irlandii. Gosia poszła do szkoły tylko pierwszego dnia, potem zamknęli wszystkie placówki, ze względu na panujące warunki atmosferyczne: na drogach śnieg i lód, a tu wszyscy na letnich oponach. Domy lodowate, grzanie niewiele dawało(gazownie czy elektrownie na pewno w tym roku zarobiły). Po tygodniu wszystko zaczęło wracać do normy, ale kraj, a przynajmniej jego część, jest po kolejnej klęsce: mrozy spowodowały pękanie rur, zalewanie mieszkań; w wielu domach, miejscowościach zupełnie nie było wody. 
Jesienią powódź, teraz mrozy... coś nas gnębi ta pogoda. 

Na polu robótkowym totalny zastój. Zapewne coś ruszy w najbliższym czasie, bo muszę skrócić zasłony, uszyć kolejne. Kiedy to nastąpi, tego nie wiem, bo na razie delektuję się spokojem i wolniejszym trybem życia.
Jedyne, co zostało zrobione zaraz na początku, to rozpakowanie i ustawienie książek na regałach - rzecz najważniejsza w naszym domu, jak to skomentowała moja mama.


Byłam na pierwszym USG - myślę, że połowa 6 miesiąca to już czas najwyższy:)) Dziecko rośnie i rozwija się prawidłowo. Płeć nieznana, bo się odwróciło i nie chciało współpracować. Kolejna wizyta za 6 tygodni - jeśli dobrze pójdzie i nic mi nie stanie na drodze. Coś czuję, że podczas tej ciąży pobiję rekord najmniejszej liczby wizyt - ta była druga:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz