piątek, 22 stycznia 2010

od jutra...




...zaczyna się weekend i trwa w naszym domu do poniedziałkowego wieczoru - tak ustawili grafik dla mojego małżonka - podobno na stałe lub na baaardzo długo. Zobaczymy.
Póki co:

- zakupy zrobione

- ciasto upieczone

- impreza urodzinowa odfajkowana

- prace domowe Gosi oddane do sprawdzenia

- w domu brudno i bałagan, którego nie mogę opanować(ale chyba  nie ma co się tym przejmować, skoro w przyszłym tygodniu mają mi burzyć ściankę pod schodami i przerabiać na schowek) 

- kwiaty wiosenne w doniczkach zakupione(żonkile, hiacynty, krokusy i szafirki)

- samochód nie umyty(od ponad 2 miesięcy) ale kolor jeszcze widać; za to raz był odkurzony w środku, bo częściej się na razie nie opłaca, skoro i tak służy do wożenia drewna, narzędzi i innych brudnych rzeczy oraz dwójki dzieciaków, które natychmiast po przypięciu pasów wołają "jeść!"(nigdy nie myślałam, że tak trudno wyczyścić wgniecione w tapicerkę chrupki, ciastka i drzazgi)

Tak... czas na lekturę, bo robótki znów się mnie nie trzymają. Zaczęłam co prawda szycie zasłon do pokoju dziewczyn, ale na sfastrygowaniu się skończyło. W sumie mają roletę, więc z zasłonami aż tak bardzo się nie pali. 


A na koniec moja refleksja z urządzania domu. Wszyscy dookoła wiedzą lepiej co powinniśmy kupić, gdzie i za ile. Wciąż słyszę: dlaczego kupiliście taką kuchenkę?, a innych karniszy nie było?, po co wam mikrofalówka? nie macie na co wydawać pieniędzy? 
Najśmieszniejsze jest to, że my nikogo nie pytamy o radę, a ludzie i tak nam wytykają błędy, które w ich mniemaniu, popełniliśmy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz