środa, 20 stycznia 2010

Koniec styczni już za pasem




Wypogodziło się u nas zupełnie. Czasem można już wyjść w samym swetrze na dwór - jeśli tylko słońce ładnie świeci. Nabieram ochoty na "grzebanie" w ziemi. Poczyniłam pierwsze małe zakupy do ogródka - krokusy i szafirki w doniczkach - niedługo zakwitną na moim parapecie, a później powędrują na trawnik. Za rok, mam nadzieję, zakwitną już w nowym miejscu. 
Strasznie brakuje mi podstawowych narzędzi: grabi, szpadla, sekatora, nożyc... ale powoli, w swoim czasie, na pewno je nabędę.
Zwłaszcza grabie - teraz numer jeden - potrzebne do wygrabienia zeszłorocznych pozostałości po chwastach. 
Moje dziewczyny, które właśnie teraz są w ogródku, przekopują mi całość swoimi łopatkami. Bez dosiania jakiejkolwiek mieszanki traw się nie obędzie po ich interwencji:))

 Z nowości: zakupiliśmy kanapę. Z drugiej ręki oczywiście, bo te, które widzę obecnie, jakoś do mnie nie przemawiają. Lubię mieć wysokie oparcia, dużo miejsca. Znaleźliśmy taką na gumtree.ie. Ponieważ dodatkowo wykorzystaliśmy nasz samochód, nie dokładaliśmy do transportu. Tu muszę koniecznie pochwalić nasze auto - cała 3-siedzeniowa, duża kanapa weszła do środka i nawet tył się zamknął! Niech żyje kombi - nasz ogromny pomocnik! Ja, zwolenniczka nadwozi sedan, doceniłam pojemność kombi.
Przekonałam się też do nawigacji - bez gps-a chyba nie trafilibyśmy do gościa od kanapy. Jechaliśmy główną drogą, na której mieścił się tylko jeden samochód, a wkoło nikogo, aby zapytać o kierunek. Nawet znaków nie było, które by nas poprowadziły choć ociupinkę. 
Teraz, oprócz mebli, które mamy na liście, na pierwsze miejsce wysunął się zakup gps-a. Być może przed porodem uda się nam trochę pojeździć, więc nawigacja przyda się na pewno. 

Dziś bez zdjęć, bo mój komputer wciąż stoi w rozsypce, a Artur nie ma potrzebnych programów i narzędzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz