piątek, 31 lipca 2009

Zapomniana róża



Jeszcze za czasów studenckich miałam chwilowe "zrywy robótkowe" ale z braku chęci lub nadmiaru innych - ciekawszych wtedy - zajęć, nie powstało wtedy wiele. 

Jedną z prac była róża:




Jako czarnego tła użyłam jakiegoś skrawka materiału - w większej części sztucznego, który niczym nie przypominał płótna czy kanwy. Męczyłam się z tymi krzyżykami okropnie. Jak już dobrnęłam do końca, odeszła mnie chęć na xxx do końca studiów i jeszcze dalej. Haft leży w szufladzie do tej pory. Czeka.



Dwa dni temu skończyłam kapelusz dla Moniki, bardzo podobny - inaczej byłaby kłótnia nieziemska:









Monika nie miała nastroju na pozowanie do zdjęć, więc namówiłam Gosię. Ta jednak też nie była tym zachwycona, stąd tylko jedno ujęcie. 


Z resztek materiału, który pozostał mi po różnych, dawnych szyciach, postanowiłam zrobić takie rozetki:





Pierwsze nie są zbyt kształtne ale przekonałam się, że zrobinie ich nie jest wcale trudne i nawet ja to potrafię. Te są całkiem spore, bo mają 4-5cm średnicy.



Natomiast dziewczyny też koniecznie chciały zrobić"coś", więc powstały korale, zainspirowane jakąś stroną z sieci:



wtorek, 28 lipca 2009

***



Małgosia ostatnio "zastrzeliła" mnie tekstem:

"Mamusiu, kocham cię, bo tak pięknie się ubierasz"


I kolejny, wypowiedziany bardzo poważnym tonem:

"Zastanawiam się mamo...(tu chwilowa pauza), kiedy znowu pojedziemy do Polski, do dziadków?"



Monika natomiast, kiedy tylko chwyci korale, kapelusz czy cokolwiek w tym stylu, woła:

"I jak wyglądam? Pięknie?" albo "Pasuje mi?"



Teraz oczywiście kończę robić kapelusz dla młodszej, bo tak, jak przewidziała Nastunia, Monika domaga się swojego.

czwartek, 23 lipca 2009

Siła wyższa



...przeszkodziła mi w realizacji planów. 

Cały czas tkwię w obszywaniu pociętych kwadratów ale zostało mi tylko półtora, może nawet mniej. 
Zazdrostka z różami... już wiem, że na pewno zostanie dla mnie. Nie odpowiada osobie zamawiającej. Muszę zacząć następną, tylko nici w tej chwili brak. 
Przy tym wszystkim Monika zgubiła ulubiony kapelusz Małgosi. Ulubiony i jedyny. W domu czarna rozpacz!
Odłożyłam wszystko na bok i wyjęłam jakieś bawełny. Na szczęście miałam też jeden czy dwa schematy letnich kapelusików-czapeczek. Zabrałam się za szydełkowanie i oto co powstało:




Kapelusz został wypróbowany na spacerze.




Wykorzystałam trzy odcienie niebieskiego i delikatny fiolet(to chyba zwie się lila).



Od góry wygląda dość równo i nawet ciekawy efekt dają te ażury.


I jeszcze na płask:









Wykorzystana nić to bawełna oraz mieszanka bawełny z wiskozą. 
Wzór znalazłam na jednym z brazylijskich blogów ale zmodyfikowałam go wstawiając rzędy półsłupków czy też słupków, które akurat były mi potrzebne.
Jak na pierwszą taką czapeczkę, to wyszła całkiem przyzwoicie. Może rondo powinno być trochę sztywniejsze ale i tak nie jest źle. 

środa, 22 lipca 2009

Co z bukietu zostało








Stał sobie bukiet polnych kwiatów. Zatrzymałam jego urok - może niezupełnie w całości - składając go w mniejszy, ciaśniejszy i bardziej wysuszony:






Myślę, że dodanie wstążki okręcającej dół, może mu przydać nieco uroku. Pozostaje kwestia znalezienia właściwej.



W tej chwili miejsce zasuszonych kwiatów zajęły nowe, zebrane po kolejnym rannym bieganiu:





Moja poranna kawa w kolejnej pięknej filiżance zza Wielkiej Wody:

Na tym zdjęciu kolor prawie idelany...






...a na tym, chyba lepiej widać ten delikatny kształt.
hrabina.ee, środa, 22 lipca 2009

piątek, 17 lipca 2009

Kiedy wracam...




...z porannego biegania, ścieżką tuż nad rzeką, czasem skuszą mnie polne kwiaty. Potem dziewczynki pomagają wstawiać je do wody. A efekty poniżej:



Lubię takie zwyczajne, proste kompozycje. Przypominają mi lato na wsi...

środa, 15 lipca 2009

Spotkanie



Po wielu miesiącach korespondencji(nawet chyba latach, bo zaczęło się, kiedy jeszcze namłodszej na świecie nie było) udało się nam spotkać. Nastunia i ja. 

Ona z Dublina, ja z Portarlington. Umawiałyśmy sie już od pół roku, może nawet dłużej. Ciągle coś stawało na przeszkodzie. Ostatniej niedzieli Nastunia wylądowała w Portarlington.

Spędziłyśmy kilka przemiłych godzin, wypełnionych rozmową. Ślizgałyśmy się po tematach, bo tak wiele było do opowiedzenia, a tak mało czasu. Przy tym jeszcze dziewczynki próbowały aktywnie uczestniczyć w naszej pogawędce. Choć muszę przyznać, że Małżonek z własnej inicjatywy zaproponował, że zabierze dzieci na plac zabaw. 

Żałuję, że czas tak szybko nam się skończył. Zapewne spotkamy się znowu, tyle, że nie wiadomo kiedy. Teraz jednak mam pewność, że odnalazłam bratnią duszę i choć daleko, to jednak jest; jest tutaj. 

poniedziałek, 13 lipca 2009

Skorupy


Kawa lepiej smakuje, kiedy piję ją z takiej na przykład filiżanki:




A odbyła ona bardzo daleką drogę, bo dostałam ją od Kogoś kto mieszka w Kanadzie. Dziękuję - jest piękna!
hrabina.ee, poniedziałek, 13 lipca 2009 

sobota, 11 lipca 2009

Sukienka



Wyciągnęłam z szafy sukienkę, którą kupiłam sobie jakiś czas po urodzeniu Małgosi. Niestety, sukienka ma bardzo charakterystyczne wykończenie. 




Teraz myślę o delikatnym przerobieniu dołu. Jakoś nie widzi mi się chodzenie z takimi "zębami". Zastanawiam się tylko nad opcją wykończenia. Już coś klaruje się w głowie ale nie jest to jeszcze jasny plan. Zobaczymy. 



Kupiłam sobie właśnie Burdę, bo zainteresowały mnie niektóre ubrania, szczególnie dziecięce.





Jeszcze nie wiem kiedy zabiorę się za cokolwiek z tego numeru. Póki co pokażę kilka interesujących mnie fotek:












Wszystkie trzy bardzo mi sie podobają. Może spódnica najmniej, jeśli idzie o wzór na materiale ale to tylko drobny szczegół.



Te spodnie dla dzieciaków są świetne!!!



Natomiast ta sukienka... Już przeglądam cały opis wykonania. Może się skuszę?

czwartek, 9 lipca 2009

Nie może być wszystko po kolei


...musi być szaleńczo. 


Najpierw powinnam skończyć zazdrostkę, a w zasadzie, na pierwszym miejscu, powinien być motylkowy bieżnik, o którym już na pewno wszyscy zapomnieli. Obiecuję sobie jednak, że po zazdrostce na pewno zabiorę się za motyle. Za długo leżą w moim kuferku.

Dziś jednak wyciągnęłam maszynę do szycia i materiały. Dawno temu - jeszcze kiedy mieszkałam w stolicy - zakupiłam taki: 




Już sama nie wiem jakie z nim wiązałam plany. Na pewno jakieś miałam ale to było inne miejsce, inny dom...  Plany uleciały, materiał został.

Po południu, kiedy dziewczyny były względnie spokojne, pocięłam go na 4 kwadraty. Wieczorem, podczas pogawędki, podłożyłam i sfastrygowałam brzegi:




Następnie przeszyłam maszyną i zaczęłam obrzucać brzeg ręcznie - igiełką:


Dlaczego tak? Ponieważ chcę każdy kwadrat obrobić koronką szydełkową.

Materiał jest dość twardy, a przy tym delikatny. Boję się, że szydełkiem porobię dziury w momencie przeciągania nitki. Natomiast po ręcznym obrzuceniu brzegów zacznę robić na bazie ściegu koronkę. 
Nie należy się tu spodziewać szybkich efektów, bo szyję w tzw. międzyczasie. 


Światło dzienne ujrzał też kolejny kupon:



Ten kupiony był chyba jeszcze wcześniej niż poprzedni, aczkolwiek też pochodzi z tego warszawskiego okresu, tyle, że studenckiego. Kwiaty mają się dobrze - nie wyblakły. 


Mam nadzieję, że starczy mi tego zapału na realizacje szyciowych planów.

środa, 8 lipca 2009

Powolny postęp



Zazdrostka sunie do przodu. Niezbyt szybko, bo tysiąc innych spraw dookoła mnie. W każdym razie widzę jakieś efekty i dzięki temu praca nie poszła jeszcze w kąt.

Dwa dni temu:



Pierwszy 100g kłębek kordonku Ariadny zbliża się do końca, a ja mam 3 motywy. Myślę, że jeszcze około pół następnego da się zrobić z tego, co zostało. Jak na razie zazdrostka mierzy 44cm długości, a na szerokość okna wciąż jej przybywa; obecnie jest to 42-43cm. 

poniedziałek, 6 lipca 2009

Ciastolina



Jakiś czas temu trafiłam na bardzo ciekawy blog - ciekawy szczególnie dla tych, którzy mają małe dzieci i chcieliby pobawić się z nimi w jakiś inny sposób, zrobić coś z niczego. 

Filth Wizardry podpowiada, podsuwa wiele pomysów. Niedawno przeczytałam tam o wyspie dinozaurów. Efektem tego było zrobienie na szybko bardzo prostych tras, dróg z ciastoliny:



 


Oczywiście nasze dróżki to zupełna prostota w porównaniu z "Dinosaur Island" ale też moje dziewczynki są trochę młodsze(a przynajmniej jedna) i niecierpliwe; z trudem udało mi się zrobić choć tyle. Klocki lego już ułożyły same, a później... zaczęły zabawę.

Przy okazji dodam, że zakupione stoliki i ławka świetnie spełniają swoje zadanie. W ławce dodatkowo jest skrzynia na zabawki. Jedyny mankament to to, że mebelki malowane są farbą wodną(tak ocenił stolarz) i stąd łatwo przebarwiają się pod wpływem np. farb. 

środa, 1 lipca 2009

Szal po raz drugi



Udało mi sie w końcu skłonić męża do zrobienia zdjęć. Nie wyszły tak, jak chciałam, nie pokazują wszystkich możliwości tego szala. Muszę jednak zaznaczyć, że jego szerokość jest inna od założonej we wzorze, stąd te problemy. 



Zaczynając go dziergać, przede wszystkim nastawiałam się na takie noszenie:



...ale do tego jest zbyt wąski. 


Tu, narzucony na ramiona - trochę je osłania:






Jako tradycyjny szalik:



...chyba powinien spełnić zadanie, zwłaszcza, że jest zrobiony z przyjemnej wełny.


Na tym zdjęciu chyba najwyraźniej widać wzór, który przy tym kolorze, jest dość trudny do wyeksponowania:






Podsumowując: jestem częściowo zadowolona, bo szal jest naprawdę ładny. Poza tym ten wzór robiło się nadzwyczaj przyjemnie i chyba skuszę się na jeszcze jeden - tym razem odpowiednio szeroki, żeby w pełni go wykorzystać. tak jak pokazują na knitty.com


hrabina.ee, środa, 01 lipca 2009