niedziela, 28 czerwca 2009

Lato w pełni


Od dwóch tygodni, a może nawet dłużej, mamy prawdziwe lato. Korzystamy z tego ile się da i na ile sił wystarczy.

Kilka dni temu wybraliśmy się ponownie do Tullamore, tym razem rekreacyjnie i wylądowaliśmy na placu zabaw. Jest on bardzo podobny do naszego, niemniej jednak, moje córki znalazły tam wiele atrakcji. Największą frajdę sprawiało im bieganie po podwieszonym mostku:


Chwiał się na wszystkie strony i dzięki temu dawał mnóstwo wrażeń.


Kolejna atrakcja to fontanna, która jest też małym basenem dla dzieciaków(a przynajmniej tak ją wykorzystują):


Woda co jakiś czas "znika" wśród płyt, by po chwili wytrysnąć niespodziewanie. Często gęsto prosto w twarz jakiegoś dziecka - Monika to zaliczyła. 

 
Większe i mniejsze dzieci biegają między strumieniami wody:




...albo kąpią się w dość płytkich zbiornikach po obu stronach:





W Portarlington aż takich atrakcji nie ma. Za to ostatnio natknęłyśmy się na huśtawkę nad rzeką. Jest to gruby, tkany pas, zawieszony na drzewie. Obie dziewczyny wręcz przepadają za tą rozrywką:





Monika jest mniejsza i znalazła swój własny sposób na huśtanie:






Kiedy jest strasznie gorąco, dużo czasu spędzamy w parku, pośród drzew, które dają choć trochę wytchnienia. Obie dziewczynki uwielbiają przytulać się do drzew, obejmować je, a najchętniej by na nie weszły:



Gosia zawsze jest chętna do pomocy, gdy chodzi o takie zabawy. Chce, żeby Monika zrobiła wszystko, tak, jak ona.






Kiedy idziemy już ulicą, dziewczyny raczej pilnują się nas, a tuż przed jezdnią zatrzymują się i mówią "stop":


 



Czekają na nasze pozwolenie, czyli "go". Dopiero wtedy przebiegają na drugą stronę. Monika bardzo lubi powtarzać "stop & go"; czasem biegnie i wyśpiewuje to na całe gardło.


Niekiedy udaje się zrobić moim córkom całkiem ładne zdjęcia:



...kiedy mają na to ochotę...



...albo nie wiedzą o tym.




Za nami bilans dwulatka. Szczerze powiedziawszy, to powinien być zrobiony już dawno(Monika w maju skończyła 2 lata) i dostaliśmy list w odpowiednim czasie, tyle że... zapomnieliśmy o tym. Poszliśmy z miesięcznym opóźnieniem, choć nie uważam, żeby miało to jakieś szczególne znaczenie. 
Monika rozwija się prawidłowo - wedle słów naszej pielęgniarki środowiskowej. Została też obmierzona:

waga - 12,5kg
wzrost 90cm - tu strasznie zadziwiła panią, że taka wysoka.



A my... Mój małżonek wraz z sąsiadem grają w tenisa, ja biegam(już od ponad miesiąca i to systematycznie), trochę pływam i coś czuję, że będę musiała jeszcze grać w tenisa:))



I na dziś tyle wieści.

 



sobota, 27 czerwca 2009

Pierwszy etap za nami


Małgosia wczoraj zakończyła przedszkole. Ten dzień nie różnił się zbytnio od pozostałych poza tym, że na koniec dzieci dostały certyfikaty ukończenia i pamiątkowe książeczki.


Gosia, po przyjściu do domu, dumnie wręczyła mi certyfikat:






Pokazała też książeczkę, którą pani z przedszkola wykonała dla każdego dziecka: 






W książeczce znalazły się zdjęcia z przedszkola:





Wklejone zostały ich niektóre "zabawowe nauczanki", np. cyferki:






...oraz kilka innych, szczególnych prac:





Teraz przed nami następny etap. 

Mieliśmy już spotkanie w szkole. Zaproszeni zostali rodzice z dziećmi. Maluchy poszły do swoich klas - Gosia jest jedyną Polką w swojej grupie - i miały około godziny na poznanie się z nauczycielką, rozmowy i zabawę. W tym czasie rodzice spotkali się z panią dyrektor, która wygłosiła pogadankę "o wszystkim", po czym wręczyła każdemu koperty ze spisem książek, zeszytów, części uniformu.

Dziś Gosia dostała pierwszą koszulę:





Zostały do kupienia koszulki, spódniczki lub sukieneczki, podkolanówki, rajstopy, pantofle, ubiór sportowy i najważniejsze: sweterki z wyhaftowanym emblematem szkoły. Trochę tego jest...

wtorek, 23 czerwca 2009

Zdradzone szydełko


Od jakiegoś czasu szydełko nie widziało światła dziennego, bo odłożyłam je zupełnie na rzecz drutów. Dwa dni temu przypomniałam sobie o zazdrostce i przysiadłam do niej na chwilę. Wiele nie podgoniłam, ale drugi kwiat już się wyłania:



Przyznam, że jestem zadowolona z efektu, który zaczyna być widoczny. Podoba mi się to połączenie ażurów. Myślę, że dzięki temu uda mi się ją skończyć w przyzwoitym czasie.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Monasterevin



Dziś wybraliśmy się na mały piknik do Monasterevin w Co. Kildare. Pogoda nam dopisała - było pięknie. Momentami nawet zbyt gorąco, choć rankiem, kiedy poszłam na swoje bieganie, nic tego nie zapowiadało. 

Nie robiłam zbyt dużo zdjęć, bo czas spędzaliśmy dość intensywnie: piłka, ganianie, odbijanie piłeczek... Dziewczynki były w ciągłym ruchu. Starałam się uchwycić to, co pozostało statyczne:
















W tym zdjęciu chodziło mi o fale na wodzie, a nie o kwiaty:)











To liście grążela żółtego, który rośnie też w Polsce.

sobota, 20 czerwca 2009

Dziergane kwadraty


Chyba około roku temu, a może jeszcze wcześniej, pokazywałam dziergane kwadraty. Od czasu do czasu wyciągam woreczek nimi zapełniony i ukrywam nitki, bądź kompletuję czwórki i zszywam. 


Ponieważ mój małżonek jeszcze nie znalazł czasu na zrobienie zdjęć mnie owiniętej w szal, prezentuję kwadraty:






 



Mam nadzieję, że za jakiś czas te z kolei kwadraty będę łączyła w jeszcze większe. 

wtorek, 16 czerwca 2009

Szal





Dziś już się suszy po namoczeniu w płynie zmiękczającym:







A w kolejce czeka taka włóczka:




hrabina.ee, wtorek, 16 czerwca 2009 

piątek, 12 czerwca 2009

Trening



Dwa dni temu Monika zaczeła swój "trening nocniczkowy". Już od jakiegoś czasu przejawiała zainteresowanie tym "sprzętem", więc spróbowaliśmy jej wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Dwa razy podchodziliśmy do sprawy ale poza siadaniem na nocniku w pełnym ubraniu Monika nie miała ochoty na dalsze kroki. Wstrzymaliśmy się ze wszystkim do momentu, kiedy sama zawołała, że chce siusiu. Tego dnia zapadła decyzja - tym bardziej, że pogoda nam sprzyjała - i zdjęliśmy jej pieluchę, a założyliśmy tylko majteczki. 

Oczywiście wciąż nie obywa się bez wpadek. Monika woła, że chce do ubikacji ale często, gęsto jest to już w momencie siusiania. Zdarza się jednak, że będąc na dworze, zawoła w odpowiednim momencie i uda nam się dobiec z nią na trawę.
W domu nieustannie pytamy: chcesz do ubikacji? chcesz usiąść na nocnik? Dzięki temu udaje się nam złapać "płyny" w odpowiedniej chwili. Przyznam, że jest to upierdliwe nieco ale nie tracę nadziei, że już wkrótce Monika będzie jeździć bez pieluchy. W końcu w czoraj pojechała na plac zabaw bez pieluchy - za to ze stosem majtek - i wróciła do domu wciąż w tych samych, w dodatku suchych! 

Myślę, że Monika już "załapała" o co chodzi, bo wyraźnie cieszy się za każdym razem, kiedy wysiusia się do nocnika. Oby tylko pogoda się utrzymała, bo sprzyja to naszemu treningowi.

niedziela, 7 czerwca 2009

Dlaczego cicho?



Cisza na moim blogu spowodowana jest kilkoma czynnikami. 

Po pierwsze w Irlandii przez ponad tydzień panowały upały - jak na nasze warunki, więc po przyjściu z placu zabaw(wychodziliśmy tam tylko wczesnym rankiem i późnym popołudniem), siedzieliśmy w domu, gdzie nawet otworzenie wszystkich okien nie dawało wytchnienia. Mimo to w środku jednak było chłodniej niż na zewnątrz ale nie na tyle chłodno, żeby mnie to skłoniło do siedzenia przy komputerze.

Po drugie, czytałam książkę, żeby oddać ją do biblioteki przed tym, jak przyjdą zamówione przeze mnie 3 kolejne pozycje. Są to "Auschwitz. The Nazis and Final Solution" oraz " The Nazis. Warning from history". Obie napisane przez Laurence Rees. Ciekawi mnie podejście do np. obozów zagłady: czy wciąż są nazywane polskimi obozami śmierci? Miałam kupić obie pozycje ale najpierw wypożyczę i zobaczę czy warto.

Trzecia zamówiona książka to coś bardzo lekkiego " Everyone worth knowing" znane pod polskim tytułem "Portier nosi garnitur od gabbany". Teraz właśnie skończyłam "Devil wears prada" - "Diabeł ubiera się u prady". Przyznam, że książki bym nie przebrnęła, gdybym nie przeskakiwała całych stron opisujących markowe ciuchy, samochody, całe to życie VIP-ów. Skupiłam się na splocie wydarzeń i tylko dzięki temu dokończyłam czytanie. Jeśli druga jest w tym stylu, to przejrzę ją tylko i wyłącznie dla angielskiego. 
Tak więc czytanie to druga rzecz odciągająca mnie od komputera. 

Po trzecie, wciąż dziergam szal, zatem nie ma czego pokazywać. Szal nie zmienił wyglądu, poza wydłużeniem się. Zazdrostka leży i czeka na lepsze dni, które mam nadzieję, wkrótce nadejdą.