środa, 29 kwietnia 2009

Spódnica



Rok leżała głęboko w szufladzie. Pocięta, w niektórych miejscach sfastrygowana ale wciąż w kawałkach. Wczoraj doczekała się szczęśliwego zakończenia:




Nie szyłam jej od początku. Przerobiłam z długiej, lekko rozszerzanej spódnicy. 


Moim głównym założeniem była falbana, najlepiej podwójna:




Marszczenie wyszło dość dobrze:


...przynajmniej takie są moje odczucia.


Jako urozmaicenie, doszywając falbankę, zrobiłam z niej "kwiatek":


Umieściłam go z prawej strony.



I... to tyle.

piątek, 24 kwietnia 2009

Dzieciowato

Zupełnie niespodziewania wybraliśmy się na wycieczkę. Oczywiście do Emo - najbliżej , najszybciej i najwygodniej - a to ważne w przypadku moich córek, które nie przepadają za jazdą samochodem.

Po raz pierwszy jechały same z tyłu:





Już na wstępie park ukazał kolejną odsłonę kipiącej zieleni i kwiatów:




Monika pod wpływem wrażeń, karmienia ryb, kaczek, łabędzi i obąbków(gołąbków) założyła ręce z tyłu i tak spacerowała przez chwilę:





Potem były już kwiaty i szaleństwa:









Monika nie mogła się oprzeć i zbierała z ziemi opadłe kielichy rododendronów:


Była nimi zachwycona; zarówno kształtem, jak i zapachem.


Przy każdej kolejnej wizycie odnajdujemy kolejne urocze miejsca, niezwykłe, trochę bajkowe scenerie:









Zakątek, w którym niedługo zagoszczą paparocie:




A tu stary cedr, który zwiesił ramiona aż do ziemi i utworzył mini kryjówkę:




Monika "złapana" w obiektyw:




Brzozy wyglądają teraz uroczo:



A błękitne dywany...


... ciągną się nieprzerwanie.


Gosia mogła się wyszaleć na rozległych trawnikach, po których u nas się chodzi i na których się piknikuje:





Stare drzewo obrośnięte mchem, który teraz wyraźnie się zazielenił:




Wysoko w koronach drzew, znaleźć można rosnące paprocie:


Tutaj: jasnozielone, najlepiej widoczne na lewym konarze.


Dodam tylko, że dziewczyny padły wieczorem ze zmęczenia, a ja miałam dzięki temu czas i skończyłam czytać "New moon". Dziś zaczynam "Eclipse", czyli "Zaćmienie".

wtorek, 21 kwietnia 2009

Tullamore



Wczoraj, przy okazji wizyty w szpitalu, odwiedziliśmy po raz pierwszy miasto Tullamore - stolicę hrabstwa Offaly. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu na chodzenie po samym mieście, ale kilka fotek udało mi się zrobić.


Nad Grand Canal pięknie kwitły migdałki trójklapowe:



Zdjęcie nie oddaje całego uroku tego miejsca, który osiągnięto dzięki przerzuconym przez wodę mostom o lekkich konstrukcjach.


Prawie każda droga jest teraz otoczona kwitnącymi drzewami:


I oczywiście typowy dla nas ruch lewostronny.


W oddali dostrzegliśmy spory budynek, stojący na wzgórzu:





W miarę zbliżania i obchodzenia go naokoło - tylko z jednej strony jest podjazd - wyłaniał się coraz inny jego obraz:



Na tle tego nieba, z otaczającymi go ciemnymi drzewami, wyglądał trochę ponuro.


Wkoło rośnie dużo starych drzew, które nadają swoisty klimat temu miejscu. Część z nich jest już obumarła, ale nadal nie została usunięta:









Tak wygląda tablica informacyjna przed kościołem:





Dziewczynki wspinały się na "zbocza" - dla nich całkiem spore:





...a później potrzebowały pomocy taty:






Tak kościół prezentuje się od tyłu:





Urzekły mnie piękne okna:







Część była z witrażami, których nie potrafiłam odpowiednio ująć.


Na tyłach znajdowało się małe wejście z kruszącymi się już lekko schodami oraz trawą i mchem, które wrosły między kamienie:






Kościół otoczony jest przez majestatyczne żywotniki, którym dostojności dodaje ciemna zieleń:



Kontrast między trawą, a drzewami był naprawdę taki mocny, zwłaszcza w ostrych promieniach słonecznych.


I widok z samej góry na miasto i wzgórza w oddali:






Aż Monika stała pełna podziwu z zamyśleniem na buzi:


poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wiosennie



Wczoraj o 18 pojechaliśmy na wycieczkę do Emo. Oto kilka fotek:




Pieris wygląda teraz przepięknie z białymi kwiatami i czerwonymi odrostami na końcach pędów - tak, bo ta czerwień to liście, a nie kwiaty:)


Łabędzie pływały wolno i niemalże pozowały w wiosennym, zachodzącym słońcu:









Widoki też były urzekające, choć przecież już mi znane:













I mnóstwo kwitnących krzewów, głównie rododendronów:





...które czasem ukrywały się gdzieś w cieniu innych drzew:




Kilka miejsc, które wyglądały trochę bajkowo:













Stojące "na baczność" żywotniki, tak ostro kontrastujące z delikatną zielenią dookoła:




I na koniec rododendron, który pachniał niesamowicie!



Zdjęcie nie oddaje już tak ładnie koloru, bo było tuż przed 19-tą i słońce schowało się za wysokimi drzewami.

sobota, 18 kwietnia 2009

Przez długi czas...



... nie miałam pojęcia o książce "Twilight". Do momentu, kiedy mój mąż namówił mnie na obejrzenie filmu. Od tego wszystko się zaczęło. 
Tuż przez Świętami kupiłam w tutejszej księgarni "Twilight" i - na szczęście - zaczęłam czytać dopiero w Wielką Sobotę, poświęcając na to każdą wolną chwilę. Gdybym zaczęła czytanie przed świętami, podejrzewam, że w domu nie byłoby nic ugotowane, upieczone czy cokolwiek. 
Dwa dni temu małżonek przezornie zakupił część drugą - "New moon", za którą już się zabieram. Stąd też na blogu nie pojawiają się robótki i podejrzewam, że przez jakiś czas się nie pojawią. Czytanie zawsze było dla mnie zajęciem numer jeden i nawet najciekawszy projekt robótkowy nie był go w stanie przebić.

Uprzedzam ewentualne słowa krytyki: nie dyskutuję z opiniami na temat tej książki. Jednym się podoba, innym nie musi.

środa, 15 kwietnia 2009

Dziecowato



Czas płynie mi tak szybko, że nawet nie zapisuję wszystkiego, co dzieje się w życiu dziewczynek, a dzieje się wiele. 

Przede wszystkim Monika od miesiąca już mówi, używając zdań. Prostych, czasem bardziej skomplikowanych. Stara się dokładnie powtarzać to, co powie Gosia. Najlepsze jest jej budowanie zdań przeczących. Czasem wychodzi to śmiesznie, np.: 

"widzę nic", 
"udało nie", 
"zrobiłam nie", itp.

Za starszą siostrą liczy do 6:)) Wiem, że to nie jest takie do końca świadome, niemniej jednak wchodząc po schodach, cały czas liczy stopnie. Chętnie też powtarza wierszyki - krótkie wierszyki.

Małgosia uwielbia puzzle. Niedawno kupiłam jej dwa obrazki z kucykami pony. Obrazki pocięte były na 35 niezbyt dużych części. Pierwsze dwa układania(w moim towarzystwie) przeszły wśród nerwów, płaczu i obrażania się na puzzle. Potem zaczęło być coraz łatwiej. Układała sama i to dość szybko. Ale po dwóch tygodniach zrobiło się to dla niej zbyt proste. Wyciągnęła książkę-puzzle, której tematyka nawiązuje do zwierząt na różnych kontynentach. Na każdej stronie jest obrazek składający się z 48 elementów. Zaczęła ze mną układać. Nie powiem, pomogłam jej kilka razy, pokazując odpowiednią część, ale w zasadzie większość ułożyła sama. 

Monika zaraziła się puzzlami i zaczyna układać swoje - 2 obrazki po 6 elementów. I nawet idzie jej to dość ładnie. Potrafi złożyć po dwa odpowiednie elementy. Gorzej ze skomponowaniem całości ale myślę, że już niedługo to też opanuje.


Nastąpił też spory postęp z angielskim Małgosi. Kiedy jest u nas Charlotte z córką, Małgosia wiele razy odpowiada po angielsku - na tyle, na ile potrafi. W przedszkolu nauczyła się dwóch wierszyków i dwóch piosenek, które cały czas powtarza w domu. I wyraźnie jest zainteresowana dalszym poznawaniem słów. Wiele razy pyta, jak coś nazywa się po angielsku. Uczy też Monikę, żeby mówiła "Hallo":))