sobota, 31 stycznia 2009

Przedwyjazdowo




Walizki spakowane już od dwóch dni, a jedna nawet wczoraj wyjechała z domu. Już tak mamy, że przynajmniej jeden duży bagaż wozimy do przechowalni na lotnisko 1-2 dni wcześniej. To znaczy Plunket wozi, nie my:)
Dzięki temu nie mam obaw, że o godzinie 4.30 rano, kiedy podjedzie taksówka, okaże się, że wejdzie albo walizka, albo wózek. 

Pakowanie poszło sprawnie - godzinka lub mniej i wszystko było na miejscu. Mam nadzieję, że "suweniry" nie zostaną zniszczone. Opakowałam je w kilometry folii ochronnej ale z bagażami różnie bywa...

Natomiast wczoraj udałam się z obiema dziewczynkami do lekarza - obie chore, a na dokładkę ja też. Także lecimy do PL z antybiotykami i z chorobą. Kto jest delikatniejszy, raczej nie powinien się z nami spotykać.


Jutro postaramy sie położyć wcześniej, choć położyć, to nie znaczy usnąć. 

A od poniedziałku zaczynamy nasze wakacje. Musimy nazbierać sił, bo po powrocie czeka nas - być może - kilka zmian w życiu. Poważnych zmian.

wtorek, 27 stycznia 2009

***




Nasz sąsiad z piętra przeszedł do lepszego świata. Od prawie roku walczył z rakiem. Lekarze zapowiadali mu, że nie doczeka Bożego Narodzenia, a on nawet Nowy Rok przywitał...

Mam nadzieję, że teraz już jest szczęśliwy.

niedziela, 25 stycznia 2009

Pod słońcem Toskanii





Nawet pisać mi się nie chce... 


Przeczytałam "Pod słońcem Toskanii"(film ma się nijak do książki) i zaczęłam "Rok w podróży. Dzienniki pasjonatki". Lubię czasem takie książki, gdzie nie ma akcji, wszystko toczy się wolno; w każdej chwili odkładasz książkę, by następnego dnia, za tydzień czy też później wrócić do niej. Dla niektórych nudnawe, dla mnie odprężające.

piątek, 23 stycznia 2009

***




Monika przedwczoraj po raz pierwszy nazwała Małgosię "Gosia". Nie wołała jej, jak do tej pory, "gogo; po prostu zawołała: Gosia! 
Co na to moja starsza córka? Ucieszyła się niezmiernie i kilka razy powtarzała, że Monia już ładnie mówi.

Poza tym Monika od kilku dni uwielbia powtarzać jeszcze jedno: tak mamo. O cokolwiek ją pytam, ona odpowiada: tak mamo. Artur też zadał Monice jakieś pytanie, a ona: tak mamo:) Mój mąż dalej próbował, naprowadzał " powiedz: tak tato", a Monika z uśmiechem - tak mamo.

wtorek, 20 stycznia 2009

Jednak się złamałam




Były takie piękne, że nie wytrzymałam i w miniony piątek kupiłam:










Dwa hiacynty. Były jeszcze w zupełnie zamkniętych pączkach, ale przez weekend szybko zaczęły rozwijać kwiaty. Dziś różowy jest już piękny, a białemu niewiele brakuje. 

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Dopadają mnie myśli





... dotyczące urlopu. W zasadzie samego wyjazdu: czy na pewno wszystko spakuję? Mąż, jak to mąż, o szczegółach(czytaj: pakowaniu), nie myśli. Zajmie się dziećmi(całe szczęście!), kiedy ja będę ładować te wszystkie rzeczy do dwóch waliz. Tak moi Państwo, w tym roku wyjątkowo zgłupiałam i planując wakacje zimą, zgłosiłam na lotnisku zapotrzebowanie na dwie walizki. Dla niezorientowanych - jest nas czworo: dwoje dorosłych i dwójka maluchów ale mniejsza o to.

Prezenty, "suweniry" i inne takie już prawie w całości zgromadzone. Pozostaje tylko rozlokować je w walizach tak, żeby np. alkohole nie zalały mi ubrań(ale o tym będę myśleć za 2 tygodnie). Pozostaje mi też mieć nadzieję, że przepuszczą tę walizę z alkoholem, którego limit przekraczamy lecąc do kraju i wioząc wszelkie "wiskacze", "ginesy" czy inne produkty irlandzkiego przemysłu alkoholowego. Szczęściem dla nas irlandzcy celnicy chyba wspierają rodzimy przemysł i albo nie patrzą na limity, albo przymykają oko:)

Jak już zatrzasnę drzwi domu, wsiądę do taksówki, to włącza się myślenie: czy wszystko pozamykane, wyłączone, wyniesione śmieci, itd.? 
W tym roku będzie o tyle lepiej, że zostawimy klucze sąsiadom i poprosimy ich o opiekę nad mieszkaniem.


Żeby było więcej atrakcji związanych z urlopem to:


1. W Polsce mamy wesele w tym czasie.

2. W Irlandii czekam na paczkę poleconą, nawet dwie, z Anglii i obawiam się, że przyjdą podczas naszej nieobecności.



Ja wiem, do tego wszystkiego jeszcze daleko, ale powoli zaczynam myśleć. Jeśli półtora roku siedzi się w jednym kraju, a potem nagle zostawia te wszystkie sprawy i wyjeżdża na urlop, to... nie wiem, jak to ująć, ale mam różne obawy. Nie nadaję się na długie urlopy i wszelkie wyjazdy. To nie dla mnie. Wolę spokój. Chyba nie jestem typem podróżnika.

sobota, 17 stycznia 2009

Zaczęło się




Jest połowa stycznia i u nas zaczęły się ponure deszczowe dni, pełne wiatrów, które wieją z ogromną siłą. Listopad i grudzień nie były złe - przynajmniej w tej części Wyspy, w której my mieszkamy. Czasem popadał deszcz, jednak umiarkowanie. Powiał wiaterek, ale malusi... I było tak jeszcze na początku stycznia. Ale od tygodnia zła pogoda zaczęła się przeplatać na zmianę z piękną. Tak, bo oprócz ponurych, mokrych dni mamy też piękną aurę. Zaczyna być ciepło(kilka dni dało chodzić się w delikatnym sweterku narzuconym na cienki bezrękawnik), słońce świeci przepięknie, zieleń wydaje się bardziej zielona, a do tego... śpiew ptaków. Wczesnymi rankami, jeśli tylko pogoda dopisuje, ptaki zaczynają swoje  głośne trele - od razu wiadomo, że już im cieplej. Dzięki tej muzyce łatwiej mi znieść gorszą pogodę - oczyma wyobraźni już widzę wiosnę, którą zwiastuje rozkrzyczane ptactwo. 

czwartek, 15 stycznia 2009

Zakwitł




Czerwone kwiaty już niemalże odeszły w zapomnienie. Pojawiły się za to takie:





Rozkwitały niemalże "w oczach"...






... by kolejnego dnia ukazać czysty, biały kielich. Dla mnie zawsze będą niesamowicie piękne.


Myślałam o hiacyntach - bardzo lubię ich zapach, o krokusach i żonkilach, tylko że za dwa tygodnie wylatujemy do Polski i szkoda byłoby mi je tak zostawić. 

wtorek, 13 stycznia 2009

W wolnej chwili

W wolnej chwili



...zaczęłam dziergać jeszcze jedną czapeczkę:








Już jedna taka była, ale podoba mi się bardzo, więc zrobiłam kolejną w innej kolorystyce. Poza tym zmieniłam dół - tam się delikatnie zwijał w rulonik, a tutaj dałam ściągacz.


Wykorzystałam też hafciki, które niedawno Wam prezentowałam. Nawet nie spodziewałam się, że tak szybko znajdą zastosowanie:









Byłam pewna, że pójdą do szuflady, jak wiele przed nimi i będą czekać na swoją kolej... kiedyś...

W "CS" proponują naklejenie ich na dodane kartoniki. Ja jednak zastosowałam podkładkę z papieru w innym kolorze. Sama kanwa z haftem wydawała mi się zbyt mdła. Myślę, że teraz jest trochę lepiej; uważam jednak, że kartki to nie jest to, co lubię robić.

niedziela, 11 stycznia 2009

Nasz pomysł na...


Tutaj dodam dopisek z obecnej chwili: dziewczyny dotąd mają album z kartami i wciąż namiętnie go przeglądają.



...karty, które dostają dziewczynki z różnych okazji.


Ponieważ nazbierało się trochę kart z okazji narodzin, urodzin, chrztu, dnia dziecka, itp. postanowiłam coś z nimi zrobić, a nie tylko trzymać w pudełku na półce. Tym bardziej, że dziewczynki bardzo lubią je oglądać i chętnie słuchają co dana osoba do nich napisała.


W związku z powyższym, jakiś czas temu nabyłam album na zdjęcia; taki z grubymi, kartonowymi stronami do wklejania zdjęć, a nie umieszczania ich za folią:






Potem powklejałam karty posegregowane według dat. Najpierw miało tak zostać. Jednak jakiś czas po tym wzięłam akwarele i podmalowałam tło:












Teraz obmyślam napisy - jaką techniką je wykonać i co jeszcze dołączyć do poszczególnych stron.
I marzy mi się jakiś ładny obrazek na okładkę.


Powiecie - głupia zabawa, jakby nie było nic innego do zrobienia. Może racja, może nie. Zawsze zbierałam przesłane karty świąteczne czy też te z innych okazji, bo według mnie to tworzy wspomnienia.

Dawne listy, zapomniane słowa...wszystko to mieszczą dwa zakurzone, tekturowe pudełka. Może kiedyś zrobię porządek także w tych zasobach:) Póki co, tylko życzenia z okazji kolejnych rocznic ślubu znajdują swoje miejsce w albumie ślubnym.

piątek, 9 stycznia 2009

Dzieciowato



Gosia wróciła do przedszkola po przerwie świątecznej, która była dla niej baaardzo długa. Dlaczego? Ponieważ półtora tygodnia przed Świętami zachorowaliśmy wszyscy i to całkiem poważnie - u dzieci zakończyło się to antybiotykiem. W związku z tym, Małgosia od połowy grudnia nie chodziła już do przedszkola. Bardzo to przeżywała na samym początku, potem jakoś zapomniała. 

Wczoraj zapytałam Gosię co robili w przedszkolu a ona, leżąc wyciągnięta na kanapie, mówi: nie mam siły opowiadać, jestem zmęczona. 
Za jakiś czas ponawiam pytanie(Gosia już się bawi), a jej odpowiedź brzmi: nadal jestem zmęczona.

Wniosek: nie chce opowiadać o tym, co jest w przedszkolu, mimo że pędzi do niego z radością. Tak samo dzieje się z synem znajomej. W domu prawie nie ma rozmowy o przedszkolu.


Cały czas obserwuję Monikę i widzę, że szybciej "załapuje" część rzeczy. Wiem, ciągle piszę o tym. Tyle, że dla mnie to jest takie zaskakujące i wspaniałe!
Teraz Monika ma 19 miesięcy i już usiłuje powtarzać za nami słowa 2, 3-sylabowe. Różnie to wychodzi. Zaczęła to robić około 3 tyg. temu. Dotyka grzejnika i mówi "pazi" - parzy; za Gosią powtarza, że coś "lezi" - leży; chce oglądać "baka" - bajkę, albo dostać "kok" - sok, "buka" - bułkę". Tłumaczy Gosi, że pójdą "tedi" - tędy" lub staną "tutaj" - najlepiej i najwyraźniej wymawiane słowo. Poza tym jest "biba" - ryba, "ina" - inna, "koka" - książka.
Zasób słów ma już ogromny tak, że nie sposób je wszystkie zapisać. Odnotowałam te, które pojawiły się ostatnio lub są według nas ciekawe. Dzięki temu wpisowi kiedyś będziemy to sobie przypominać.
Monia uwielbia też pytać "cio to?" i może tak długi czas, pokazując te same przedmioty, części ciała i wsłuchując się w brzmienie głosu.

Pojawiło sie coś jeszcze. Oprócz tego, że Monika siedzi przy domkach z lego i opowiada swoje historie, zaczęła siadać z książkami Gosi, przekręcać strony i opowiadać. Oczywiście mówi w swoim języku ale są to całkiem długie historyjki.


I tak nam powoli upływa czas, a w lutym... odwiedzimy Polskę. Powoli zaczynam o tym myśleć, powoli przygotowuję się na tę chwilę, bo nie byliśmy w kraju półtora roku. 

środa, 7 stycznia 2009

Numer 2






...czyli druga miniaturka:





I jeszcze na delikatnym zbliżeniu:




Kolory dobierałam tutaj sama wedle własnego uznania. Nie trzymałam się schematu, bo nie miałam wszystkich odpowiedników. Ramka wyszyta jest w tonacji zielonej tak, jak zalecali; jedynie odcień dałam inny niż w opisie.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Miniaturka






Niedawno nabyłam nowiutkie numery kilku magazynów i najpierw przejrzałam "na szybko", potem zagłębiłam się w lekturze. Od razu wpadły mi w oko miniaturki z nowego "CS".

Dziś już jedną mam zrobioną:









Kolory dodanych mulin średnio mi odpowiadały więc dobierałam własne nici według opublikowanego zdjęcia. Na razie zastanawiam się też nad drugim rządkiem rameczki - projekt go przewiduje, ja natomiast jeszcze się nie zdecydowałam.

piątek, 2 stycznia 2009

Koronkowy szaliczek






Chyba tak można go nazwać, bo splot wychodzi delikatny, jak koronka. Przy miekkiej włóczce jest po prostu niesamowity w dotyku. Niby same dziury, a kiedy weźmie się do ręki, czuje się mięsistość dzianiny.




Nie robiłam go zbyt długiego, bo osoba, dla której jest przeznaczony, nie nosi długich szalików.


Wykończenie brzegu też pod jej upodobania:


... czyli rządek półsłupków.


Jeszcze zbliżenie wzoru podczas blokowania:



Wzór jest bajecznie prosty, a przy tym efektowny - takie jest moje zdanie.



I jeszcze przez zwinięciem:





I już złożony - gotowy do oddania:




Mam nadzieję, że Ellen będzie z niego zadowolona:)