czwartek, 19 listopada 2009

Plany planami, a życie, życiem




Życie modyfikuje nasze plany i założenia. Miał być instruktor, miało być ileś spokojnych przejażdżek po naszym miasteczku, potem dalej... Miało być. Niestety, nie było.

Dziś byłam zmuszona pojechać do Portlaoise - jakieś 15 mil od nas - żeby zapłacić ubezpieczenie. Pojechaliśmy. Nie było mi łatwo, kurczowo trzymałam się lewej strony, blisko pobocza. Do tego dość mocny deszcz, kałuże. Spanikowałam kilka razy, kiedy nagle samochód wyjechał zza zakrętu i pruł środkiem drogi. Oni tak lubią, ja mniej. Wracając byłam spokojniejsza. Artur namówił mnie jeszcze na dalszy wyjazd po zakupy, a po południu do marketu budowlanego.

Przyznam, że z mężem jeździ mi się fantastycznie. Jest spokojny, nie pokrzykuje, nie kieruje mną, nie próbuje nacisku. Czasem coś podpowie... 


Oczywiście, żeby nie było tak różowo, to zaliczyłam pierwsze lusterko - "skosiłam" facetowi, bo bałam się przeciskać obok ciężarówki. Efekt jest taki, że musimy mu zapłacić, jak już naprawi auto. Wszystko jednak odbyło się w zupełnym spokoju. Skasowane. Ok. Będzie naprawione i będzie ok. 
To mnie trochę nauczyło jazdy przy samym środku drogi, choć wciąż mam obawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz