środa, 18 listopada 2009

Oswajam samochód




Wiem, że ostatnio jestem monotematyczna, ale tyle zmian, tyle przeżyć... 

Największe obawy wiążę z samochodem. Jeździłam po parkingu, starałam się "wyczuć" jego rozmiary. Już jest dobrze. Powoli, po 7 latach przerwy, wraca to, co pamiętam. Parkuję tyłem całkiem nieźle - zawsze wolałam ten sposób niż wjazd przodem. Oczywiście na pewno miałabym jeszcze obawy na zatłoczonym ciasnym parkingu, ale wiem, że wprawa przyjdzie. Potrzebuję czasu(a tego akurat mało), tylko tyle i aż tyle. 
Wczoraj zabrałam męża i dzieciaki na przejażdżkę po osiedlu. Zaliczyłam rondo. Artur nawet mnie pochwalił i stwierdził, że nie wie skąd u mnie ten strach, bo dobrze mi idzie. 
Następna przejażdżka już niedługo - po paliwo, bo już widzę, że jest lepiej także na ulicy(tutaj akurat moja długoletnia przerwa przydała się - jadę lewą stroną z uczuciem, że tak powinno być). Cieszę się ogromnie, bo to takie moje małe zwycięstwo nad strachem, obawami. 
To, co mnie tutaj uspokaja, to flegmatyczność kierowców. Nie trąbią na kogoś, komu zgasł samochód tuż przed wjazdem na rondo, czy na skrzyżowaniu. Po prostu czekają. Nie popędzają, nie pokazują wiadomych "znaków". 

Z innej beczki. 

Monika wczoraj oglądała odtwarzacz CD i nagle pyta mnie o to, co jest w środku. Mówię, że płyta z muzyką, której ona lubi słuchać. Moje dziecko na to:

- Aha, loziumiem - i pokiwało mądrze głową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz