sobota, 10 października 2009

Jeszcze trochę...


...i dobiję do końca trzeciego miesiąca ciąży. Mam nadzieję, że może tym razem nudności nie będą się ciągnęły przez 5-6 miesięcy, jak to było z poprzednimi ciążami. 

Kolejna ciąża i kolejne doświadczenia. Mając dwójkę dzieci, w tym jedno chodzące do szkoły, czasem nawet nie zastanawiam się, że mnie mdli, tylko robię to, co muszę. A muszę wstać raniutko, przygotować Gosi i Monice śniadanie, Gosi dodatkowo kanapki i picie do szkoły, ubrać obie dziewczyny i zawędrować do szkoły. Na szczęście nudności przesunęły mi się ostatnio na późne popołudnia, zatem ranki jakoś znoszę. Na nogi stawia mnie mocna herbata z dużą ilością cytryny. Na kawę nadal nie bardzo mam ochotę, ale wstręt do herbaty na szczęście minął. 
Za to pojawiły się migreny, które towarzyszą mi w ciążach. Już niedługo bo za około 3 tygodnie(gdzieś tak w 4 miesiącu ciąży) wybiorę się na pierwszą wizytę do lekarza(u nas jest to lekarz pierwszego kontaktu, nie ginekolog). Wtedy poproszę go o coś na uśmierzenie bólu.

W tym wszystkim dochodzę do wniosku, że tym razem jakoś mniej dają znać o sobie szalejące hormony. Nie mam takich napaści gniewu, takich huśtawek nastroju. 
Raz co prawda zdarzyło mi się zadzwonić z samego rana do męża i straszliwie, ale to straszliwie, nawrzeszczeć na niego za to, że poprzedniego dnia zbudował córkom domek z klocków lego z jednym wejściem. Dziewczyny zrobiły awanturę w domu, a ja wściekłam się na niego. Potem było mi strasznie głupio, że nie wstrzymałam się kilka sekund z telefonem, ale Artur do dziś śmieje się z domku z jednym wejściem i opowiada o tym kolegom w pracy.

W związku z powiększeniem rodziny planujemy zmianę mieszkania na nieco większe, a w przyszłości też kupno samochodu. Nie wiem jak daleka będzie to przyszłość, wiem jednak, że auto na pewno będzie mi już teraz potrzebne. Szczególnie, kiedy urodzę dziecko, Monika zacznie przedszkole, a Gosia będzie chodziła do szkoły. 


Do robótek wstręt nie przeszedł. Wszystko szczelnie schowane w szufladach. Nawet nadchodzące święta nie mobilizują mnie do niczego. 
Za to zaczęłam czytanie książek. Obecnie jest to "Spuścizna" Singera i "The host" S. Meyer.  Jednocześnie stosik filmów do obejrzenia rośnie i tu niechęć nie mija. Może niedługo? W końcu w listopadzie wchodzi do kin "New moon"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz