środa, 15 lipca 2009

Spotkanie



Po wielu miesiącach korespondencji(nawet chyba latach, bo zaczęło się, kiedy jeszcze namłodszej na świecie nie było) udało się nam spotkać. Nastunia i ja. 

Ona z Dublina, ja z Portarlington. Umawiałyśmy sie już od pół roku, może nawet dłużej. Ciągle coś stawało na przeszkodzie. Ostatniej niedzieli Nastunia wylądowała w Portarlington.

Spędziłyśmy kilka przemiłych godzin, wypełnionych rozmową. Ślizgałyśmy się po tematach, bo tak wiele było do opowiedzenia, a tak mało czasu. Przy tym jeszcze dziewczynki próbowały aktywnie uczestniczyć w naszej pogawędce. Choć muszę przyznać, że Małżonek z własnej inicjatywy zaproponował, że zabierze dzieci na plac zabaw. 

Żałuję, że czas tak szybko nam się skończył. Zapewne spotkamy się znowu, tyle, że nie wiadomo kiedy. Teraz jednak mam pewność, że odnalazłam bratnią duszę i choć daleko, to jednak jest; jest tutaj. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz