czwartek, 9 lipca 2009

Nie może być wszystko po kolei


...musi być szaleńczo. 


Najpierw powinnam skończyć zazdrostkę, a w zasadzie, na pierwszym miejscu, powinien być motylkowy bieżnik, o którym już na pewno wszyscy zapomnieli. Obiecuję sobie jednak, że po zazdrostce na pewno zabiorę się za motyle. Za długo leżą w moim kuferku.

Dziś jednak wyciągnęłam maszynę do szycia i materiały. Dawno temu - jeszcze kiedy mieszkałam w stolicy - zakupiłam taki: 




Już sama nie wiem jakie z nim wiązałam plany. Na pewno jakieś miałam ale to było inne miejsce, inny dom...  Plany uleciały, materiał został.

Po południu, kiedy dziewczyny były względnie spokojne, pocięłam go na 4 kwadraty. Wieczorem, podczas pogawędki, podłożyłam i sfastrygowałam brzegi:




Następnie przeszyłam maszyną i zaczęłam obrzucać brzeg ręcznie - igiełką:


Dlaczego tak? Ponieważ chcę każdy kwadrat obrobić koronką szydełkową.

Materiał jest dość twardy, a przy tym delikatny. Boję się, że szydełkiem porobię dziury w momencie przeciągania nitki. Natomiast po ręcznym obrzuceniu brzegów zacznę robić na bazie ściegu koronkę. 
Nie należy się tu spodziewać szybkich efektów, bo szyję w tzw. międzyczasie. 


Światło dzienne ujrzał też kolejny kupon:



Ten kupiony był chyba jeszcze wcześniej niż poprzedni, aczkolwiek też pochodzi z tego warszawskiego okresu, tyle, że studenckiego. Kwiaty mają się dobrze - nie wyblakły. 


Mam nadzieję, że starczy mi tego zapału na realizacje szyciowych planów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz