poniedziałek, 19 stycznia 2009

Dopadają mnie myśli





... dotyczące urlopu. W zasadzie samego wyjazdu: czy na pewno wszystko spakuję? Mąż, jak to mąż, o szczegółach(czytaj: pakowaniu), nie myśli. Zajmie się dziećmi(całe szczęście!), kiedy ja będę ładować te wszystkie rzeczy do dwóch waliz. Tak moi Państwo, w tym roku wyjątkowo zgłupiałam i planując wakacje zimą, zgłosiłam na lotnisku zapotrzebowanie na dwie walizki. Dla niezorientowanych - jest nas czworo: dwoje dorosłych i dwójka maluchów ale mniejsza o to.

Prezenty, "suweniry" i inne takie już prawie w całości zgromadzone. Pozostaje tylko rozlokować je w walizach tak, żeby np. alkohole nie zalały mi ubrań(ale o tym będę myśleć za 2 tygodnie). Pozostaje mi też mieć nadzieję, że przepuszczą tę walizę z alkoholem, którego limit przekraczamy lecąc do kraju i wioząc wszelkie "wiskacze", "ginesy" czy inne produkty irlandzkiego przemysłu alkoholowego. Szczęściem dla nas irlandzcy celnicy chyba wspierają rodzimy przemysł i albo nie patrzą na limity, albo przymykają oko:)

Jak już zatrzasnę drzwi domu, wsiądę do taksówki, to włącza się myślenie: czy wszystko pozamykane, wyłączone, wyniesione śmieci, itd.? 
W tym roku będzie o tyle lepiej, że zostawimy klucze sąsiadom i poprosimy ich o opiekę nad mieszkaniem.


Żeby było więcej atrakcji związanych z urlopem to:


1. W Polsce mamy wesele w tym czasie.

2. W Irlandii czekam na paczkę poleconą, nawet dwie, z Anglii i obawiam się, że przyjdą podczas naszej nieobecności.



Ja wiem, do tego wszystkiego jeszcze daleko, ale powoli zaczynam myśleć. Jeśli półtora roku siedzi się w jednym kraju, a potem nagle zostawia te wszystkie sprawy i wyjeżdża na urlop, to... nie wiem, jak to ująć, ale mam różne obawy. Nie nadaję się na długie urlopy i wszelkie wyjazdy. To nie dla mnie. Wolę spokój. Chyba nie jestem typem podróżnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz