czwartek, 20 listopada 2008

Tak mnie naszło





O tym, że jesień do nas zawitała, pisałam już dawno. Tyle tylko, że tutaj, na Zielonej Wyspie, jest ona inna. Przynajmniej dla mnie. 
Mocna, nasycona zieleń w zestawieniu z żółknącymi i opadającymi liśćmi. Ta zieleń towarzyszy nam przez cały czas. I przez nią właśnie inaczej odbieram tutejszą jesień, choć przecież drzewa bez liści już mamy:





Tylko częste deszcze i wiatry powoli wzbierające na sile, nie pozwalają zapomnieć o jesieni. I o tym, że zagłębiamy się w nią coraz bardziej. I jeszcze pozostałości po kipiących kwiatami begoniach, ustawione w koniakówkach na parapecie:



One też przypominają, że to koniec lata:)


Dlatego taka mała rzecz nie opuszcza miejsca na stole:



Nie jest to kominek zapachowy tylko taki zwyczajny.


Wieczorem zapalam świeczkę i...:



...jest światełko.

Okna w namalowanym kościółku i domach nagle rozświetlają się i wszystko razem tworzy nastrój spokojnych, cichych wieczorów. Wieczorów, które spędzam z mężem; wieczorów, podczas których czytam, bądź dziergam... Wieczorów, których nie zamieniłabym na inne, bo takie uwielbiam. I tego nie rozumieją moi znajomi z Polski i chyba nigdy nie zrozumieją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz