poniedziałek, 3 listopada 2008

...




Trochę czasu upłynęło... Co się u nas działo?

Małgosia chodzi systematycznie do playschool(przedszkola) i jest z tego NIESAMOWICIE ZADOWOLONA. My cieszymy się razem z nią, a nawet bardziej:) Ja na przykład mam 3 godziny dla jednego dziecka, które i tak jest takie, jakby go wcale nie było. 
Po pierwszych dwóch tygodniach rozpaczy i tęsknoty za Gosią, Monika przywykła do sytuacji, kiedy jest sama w domu.

Przyznam się, że nie myślałam/nie myśleliśmy, że Gosia tak łatwo przywyknie do nowego miejsca, że nie będzie płakać. Oczywiście co poniektórzy straszą nas, że jeszcze wszystko przed nami. Możliwe.

W ostatnich dwóch tygodniach w Portarlington panowało szaleństwo Halloween, zakończone w nocy 31 października. Małgosia miała w przedszkolu aż dwa dni zabawy w strojach na Halloween. 










Poza tym odwiedzili nas moi rodzice. Mieli takie krótkie wakacje w Eire. Oczywiście październikowa pogoda nie bardzo sprzyja "wakacjowaniu" w Irlandii, ale czasem sprawy układają sie własnie tak, a nie inaczej.

Dziewczynki były zachwycone. Dziadkowie - to był temat numer jeden przed ich przyjazdem, a w trakcie... tego się nie da opisać.

Sąsiad, który do tej pory był ulubionym sąsiadem(Gosia rozmawiała z nim przez okno, jak tylko zobaczyła go przy samochodzie, zaczepiała go na ulicy, w bloku) odszedł w odstawkę. Teraz pewnie znowu "powróci do łask", bo wydaje mi się, że on i jego żona spełniają rolę takich "zastępczych" dziadków.

A poza tym co? 

Zaczęła się jesień. Potrzebne są już płaszczyki, kaptury, kaloszki:













To tak pokrótce:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz